Czy rozwój może zniszczyć związek?

Przychodzi moment w życiu, kiedy pragniesz czegoś innego, nowego, nieznanego. Dlaczego tak się dzieje? Powodów może być wiele. Może nasze życie nie jest takie, jak sobie wymarzyliśmy. Może partner okazał się być zupełnie kimś innym. Może praca, którą lubiliśmy przestała być naszą pasją. A może zrozumieliśmy i dorośliśmy do tego, aby nasze życie poukładać inaczej.

Szukamy czegoś utraconego. Czegoś co dałoby nam radość. Tylko gdzie to znaleźć?

W Swoim wnętrzu.

Ale żeby tego dokonać trzeba się rozwijać. Rozwój może się odbywać na wielu płaszczyznach. Możemy zmieniać nasz punkt widzenia. Pracować nad naszymi mocnymi stronami, albo rozwijać pasję i umiejętności o których zapomnieliśmy.

Zaczynamy czytać książki, oglądać inspirujące filmy. Szukamy ludzi od których można się uczyć, których można naśladować. Uczęszczamy na szkolenia i warsztaty, aby coś nowego wnieść do Swojej rzeczywistości. Uważam taki proces za coś zupełnie normalnego. A nawet posuną się do stwierdzenia, że powinno być nieodzowną częścią naszego życia.

Tylko zmiana daje nam coś pewnego. Wprowadza świeżość i uczy nowych rzeczy.

Są jednak ludzie, którzy nie przechodzą tego procesu. Nie chcą, a może nie zauważają, że coś jest nie tak w ich życiu. I tutaj sięgamy do sedna sprawy o której chciałam napisać. Czy rozwój może zniszczyć związek? TAK. Dlaczego posuwam się do takiego stwierdzenia. Ponieważ sama tego doświadczyłam oraz byłam naocznym świadkiem, kilku takich wydarzeń w moim otoczeniu.

Chodzi oczywiście o rozwój, ale tylko jednej ze stron. Kiedy próbuje ona coś zmienić w życiu Swoim i partnera. Natomiast druga strona tego nie zauważa lub nie chce zauważyć. Zaczynają się rodzić konflikty. Jedna ze stron chce brać udział w różnych spotkaniach, wydarzeniach. Druga uważa to za stratę czasu. Może być również sytuacja taka, że godzi się na działania drugiej osoby, ale zupełnie w nich nie uczestniczy. Z czasem zmiany zachodzące w tej osobie powodują, że zaczyna patrzeć na swoją drugą połówkę innymi oczami. Oczami osoby kochającej, ale szanującej Siebie i Swój świat.

Chce dzielić się Swoimi odkryciami z bliską osobą. Chce zmiany wprowadzać w życie. A tu natrafia na barierę. Partner okazuje się być człowiekiem mało wartościowym. Nadal go kochamy, ale nie widzimy już Siebie u jego boku. Oba światy zaczynają się oddalać. Partnerzy zaczynają żyć na innych planetach i to nie tylko dlatego, że jedno jest z Marsa, a drugie z Wenus. Każda prosta sprawa jest tak odmiennie interpretowana przez obie osoby. Nie można dojść do prostego porozumienia. Punkt widzenia partnera wydaje nam się absurdalny. Próbujemy go zrozumieć, ale to nie jest proste.

Jeżeli Twój partner nie towarzyszy Ci w rozwoju, już nigdy nie znajdziecie i nie zaznacie spokoju. Wasze światy będą wyglądać zupełnie inaczej. To może spowodować, że dojdziecie do punktu w którym rozwiązanie będzie tylko jedno.

Czy rozwój i wiedza to przekleństwo?

Oczywiście, że nie. Rozwój pozwoli Ci otworzyć wiele nowych drzwi i wejść do świata, gdzie jeszcze nigdy nie byłaś. A jak tylko się tam znajdziesz, nie będziesz chciała wyjść. Po co Ci to? Bo tak działa każdy człowiek. Chce być lepszy, chce poznawać nowe rzeczy. Chce przenosić góry. Chce być po prostu szczęśliwy. W większości wypadków potrzebny jest do tego rozwój. Ja nie żałuję pracy jaką sama wykonałam i do czego sama doszłam. Spowodowało to wielką zmianę w moim  życiu osobistym, ale wiem że tak musiało być. Nie bójmy się zmian. Ja dzięki nim spotkałam na Swojej drodze człowieka z którym mogę przenosić góry. Życie od razu nabrało pięknych barw i jest o wiele łatwiejsze.  Nawet jeżeli nadchodzą ciężkie chwile (bo takie zawsze są) stawiamy im czoła wspólnie. Wspieramy się i kochamy. Warto czasami poświęcić jeden związek, żeby znaleźć kogoś wyjątkowego. Żeby stać się lepszym i szczęśliwszym człowiekiem.

Czy rozwój w Waszym życiu również był okupiony wyrzeczeniami?

Związek

 

  • Gdy tylko zobaczyłam tytuł Twojego postu, od razu odpowiedziałam sobie w myślach „tak”. Byłam ciekawa, czy myślimy podobnie i w większości rzeczy się z Tobą zgadzam 🙂
    ” Jedna ze stron chce brać udział w różnych spotkaniach, wydarzeniach. Druga uważa to za stratę czasu. ” – myślę, że to wcale nie jest takie złe, o ile obie osoby nadal się rozwijają. Może, nie aż tak, że druga uważa to za stratę czasu, ale po prostu nie interesujej jej dana rzecz. Załóżmy że np. mój partner lubi pomagać ludziom, angażuje się w wolontariat. Za to mnie takie rzeczy jak organizowanie jakichś zbiórek itd nie bawią, wolę zrobić coś innego np. obejrzeć film. Czy to złe? Ja myślę przeciwnie, bo gdy się spotykamy to on może mi opowiedzieć o tym jak ktoś się uśmiechnął, kogo poznał itd, a ja mogę opowiedziec o świetnym filmie oraz o tym co mi się w nim podobało. Co myślisz?

    • Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Tylko tak jak zaznaczyłaś ” o ile druga osoba się rozwija”. Nawet bym powiedziała, że to jest zdrowe dla związku.

  • Mam szczęście, gdyż mój mąż jest osobą, która od zawsze mnie wspiera i motywuje, ale prawda jest taka, że bywają związki które się rozpadają…właśnie przez ograniczenia, blokowanie pasji i marzeń.

    • Justyno ciesze się, że jesteś kolejną kobietą która potwierdza, że można rozwijać się, realizować swoje pasje, a przy tym budować wspaniały związek.

  • Jeśli chodzi o mojego męża, to nigdy nie miałam z nim tego typu problemów, zawsze mnie wspiera we wszelkich działaniach:). Jednak z tego powodu rozpadło się kilka moich koleżeńskich znajomości. Lubię się uczyć, rozwijać, działać i być kreatywną. A niektóre moje koleżanki ugrzęzły w pieluchach, nielubianej pracy i właściwie są zainteresowane tylko narzekaniem na męża, pracę i rozmową o chorobach dzieci i swoich. To trochę nie moja bajka.

    • Aniu tak właśnie związek powinien wyglądać. Jeżeli obie strony wpierają się w swoich działaniach. Masz też rację, że znajomości się rozpadają z powodu rozwoju i chęci działania, a nie narzekania. Mam nadzieję, że kiedyś chociaż część tych kobiet zmieni swoje życie.

      • Też mam taka nadzieję. Co innego jeśli te osoby byłyby szczęśliwe w tym w czym tkwią, ale nie są, dlatego życzę im „przebudzenia”:).

%d bloggers like this: